Lipiec | Koniec studiów, Początek pracy

Kiedy obudziłem się ranem po ciężkiej nocy, jak i poprzedzającym ją niewiele lżejszym dniu nie miałem pojęcia jak wiele miało się dzisiaj wydarzyć. Pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy przy jedzeniu poprawnego angielskiego śniadania (kolażu smażonych jajek, bekonu i tostów z masłem) to niefortunna wiadomość poprzedniego dnia potwierdzająca odrzucenie mojej aplikacji do firmy architektonicznej Populous. Już ją znałem. O decyzji architektów firmy powiadomił mnie zawczasu Ross – technik w Populous, który przeprowadzał ze mną egzamin z oprogramowania. “Czy to już oficjalna decyzja?” – napisałem skonsternowany mimo, że znałem dobrze odpowiedź. “Tak, wynik egzaminu był tylko częścią procesu, a ostateczna decyzja leży koniec końców w rękach architektów. Napiszą ci o tym sami za parę dni”.

Tak więc parę minut później dostałem oficjalnego maila z odmową. Smak porannej kawy wydawał się mniej wyraźny tego poranka podobnie jak słowa architekta podczas interview. Wiodąca grupa architektury parametrycznej, była także mocno zaangażowana w promowanie sportu i stylu życia atletów. Sport był ich obsesją i wkrótce po przekroczeniu progu recepcji wszystko o tym przemawiało. Ilość modeli architektonicznych stadionów piłkarskich, rugby, pływackich wystawionych w salonie tego dnia przekraczała zapewne wystawę architektury w muzeum V&A. Rozmowy architektów zaparzających poranną herbatę oscylowały wokół wyników meczów piłkarskich i weekendowych wyjazdów na pole golfowe. Raz usłyszałem angielską wersję nazwiska “Lew-au-ndowski”. Może gdyby sport nie był jedną z tych rzeczy, od których ostatnie trzy lata studiów w szkole architektonicznej kompletnie mnie nie oddzieliły zareagowałbym z mniejszym niepokojem na pytanie o to czym zajmuję się w wolnym czasie. “Napisałeś, że uprawiasz żeglarstwo”. “Tak… nie do końca” To znaczy, uprawiałem cztery lata temu, kiedy wakacyjne wyjazdy nie pociągały za sobą jeszcze zupełnego rozczarowania ze strony profesorów w szkole oraz uszczypliwych komentarzy pozostałych ambitnych studentów architektury. Poza tym praca w dziedzinie projektowania parametrycznego jest wyzwaniem samym w sobie, w końcu powstała tak na prawdę niewiele ponad dziesięć lat temu. “Populous jest międzynarodową firmą z oddziałami między innymi w Ameryce i Chinach. Prowadziliśmy projekty budynków igrzysk olimpijskich ostatnich lat na całym świecie i szukamy kandydatów, którzy odpowiadają naszemu wizerunkowi.”

Zgodziłem się z tym, chociaż nie wiedziałem wtedy, co tak na prawdę to oznaczało. Nie zastanawiałem się nad tym też długo po odmowie, skoro był już prawie lipiec, czyli początek procesu przyjmowania nowych pracowników na staże wakacyjne, a dokładniej ofert pracy jako późniejsi asystenci w firmie do końca roku. W końcu każdy student architektury w Wielkiej Brytanii wie, że kto nie zdąży wykazać się podczas tego okresu wakacyjnego będzie mógł szukać później pracy “co najwyżej w Reading”.

Co więcej ten rok był dla nas szczególny, bo zaczynaliśmy tak zwaną “górną część kanapki” studiów w Cardiff, czyli pierwszy rok złączonych studiów magisterskich, podczas których zaczynaliśmy prace w Brytyjskich biurach architektonicznych. “Powodzenia w prowadzeniu szkolnego projektu w Reading. Może uda wam się złapać wifi na poczcie.” – ostrzegał nas zaproszony przez uniwersytet szef londyńskiego oddziału firmy Foster + Partners podczas ceremonii zakończenia roku.

Tak, to prawda, im większa firma, tym łatwiej pracować nad szkolnym projektem. Kto ma największą bazę detali architektonicznych? Foster + Partners. Kto prowadzi najlepsze szkolenia z systemów architektonicznych? Grimshaw Architects. Kto ma największą kadrę nagrodzonych architektów? Skidmore, Owings & Merrill. Kto ma specjalny oddział programistów do budowy nowych projektów? Zaha Hadid Architects.

Kto jest w najgorszej możliwej sytuacji na początek wakacji? To akurat będę ja, skoro nadzieja na kontynuowanie studiów w MIT lub na Uniwersytecie Cornella wygasła w momencie gdy dostałem rachunek na roczne czesne poprzedzony szczuplejszą ofertą stypendium niż wieże katedry Mariackiej. To dodawszy do właśnie otrzymanej odmowy z firmy Populous zaprowadziło mnie prosto z powrotem do swojego biurka w szkolnym studio i otworzenia na nowo szafki z kolekcją listów motywacyjnych i adresami firm, które zostawiłem na taki właśnie wypadek. Zaczynając od A jak Architectural Association przepisałem cały alfabet w oknach mailowych, aż do wschodu Słońca.

Choć smak kawy dalej nie sugerował zaparzenia we włoskim ekspresie, czy może bycia podmienionym na proste cappuccino poczułem się nagle trochę bardziej obudzony. Otrzymałem właśnie odpowiedź od starszej architekt pracującej w słynnym biurze Zaha Hadid Architects. “Wspaniale, może jednak nie wszystko stracone. Czemu tylko dostałem odpowiedź od pracownika firmy, a nie od zespołu rekrutującego nowych asystentów?” Nie chodziło wcale o rekrutację do tej słynnej firmy, a raczej do nowo założonego, małego zespołu architektów pod jej nazwiskiem. “Brzmi to interesująco” – zacząłem, “ale szukam pracy w firmie, która zaznajomi mnie z procesami budowlanymi. Jestem pewien, że wasz zespół i projekt ma ogromny potencjał, jednak na kolejny rok szukam środowiska architektów.” “Szkoda mi to słyszeć.” – odpowiedziała. “Myślałam, że będziesz zainteresowany. Na swoim blogu udostępniłeś projekt “Block42″ oraz rozpisałeś się o nim dużo w aplikacji.” “Block42? Oczywiście.” – pomyślałem, w końcu ten projekt, był moim architektonicznym El Dorado, do którego próbowałem dojść przez serię wielu nieudanych prób i jeszcze częstszych błędów. Mowa o tygodnia pracy nad oprogramowaniem, różnymi rodzajami kodu i metodami projektowymi próbując odtworzyć użyte w nim techniki. Jednak nigdy nie znalazłem się nawet blisko osiągnięcia tego celu. Podobnie jak konkurs muzeum Guggenheima w Helsinkach dla każdego innego architekta, “Block42” był dla mnie czymś zarówno inspirującym, nieosiągalnym, a przy tym paradoksalnym, bo wiedziałem, że nawet gdyby był rozpisany i tak nikt nigdy nie odważy się podjąć jego budowy. “Ja byłam częścią drużyny, która stworzyła “Block42″” – powiedziała w krótki i wyraźny sposób. “Pomyślałam, że gdybyś zechciał dołączyć do reszty zespołu, choć nie znalazłbyś się w tak licznym środowisku jak firma Zaha Hadid, na pewno mogę nauczyć cię metod, która poznałam pracując tam oraz pokazać ci jak stworzyliśmy “Block42”.” Pamiętam, że było w jej głosie coś co sugerowało, że już zna moją kolejną odpowiedź. “Czy w takim razie moglibyśmy przygotować umowę póki co na krótki okres, na przykład miesiąca?” – zapytałem. „Muszę przyznać, że zaaplikowałem również do innych miejsc, które mogą zaprosić mnie na rozmowę. Możliwe, że uniwersytet będzie również wymagał ode mnie pracy w bardziej “tradycyjnym” miejscu.” “Szkoły architektoniczne w Wielkiej Brytanii potrafią być bardzo konserwatywne nawet po dziś dzień i rozumiem to, w końcu sama prowadzę zajęcia na paru uniwersytetach w Londynie. Jeżeli będziesz musiał zmienić firmę z powodów szkoły zrób tak, ale w przeciwnym razie zapraszam do naszego zespołu.”

Po zaniesieniu reszty paczek z rzeczami w Cardiff na pocztę, oddaniu kluczy po raz ostatni właścicielowi mieszkania wsiadłem w kolej i pojechałem do Brytyjskiej stolicy, gdzie kolejnego dnia przywitała mnie Soomeen – moja nowa pracodawczyni. Przedstawiła mnie reszcie zespołu Danielowi, który pracował nad projektowaniem komputerowych modeli budynków, Aleksowi, który przygotowywał kod generujący formę budynku oraz Mayankowi, który testował metody produkcji w praktyce. Biuro mieściło się niedaleko Chancery Lane, jeden przystanek czerwoną linią metra od dzielnicy Holborn, gdzie znajdywała się architektoniczna firma, w której pracowałem w poprzednie wakacje. Jak miałem się niedługo przekonać miasta takie jak Londyn potrafią wydać się zaskakująco małe.

Od tego czasu pracowałem nad rozwinięciem projektu biura rozrysowując takie elementy jak podziemny parking, układ dróg i krajobraz oraz przygotowanie prezentacji do wysłania jej w odpowiednim terminie do Korei. Były to tysiące metrów wzdłuż i wszerz związanych przez układ warstw terenu przechodzących w prawie niezauważalny sposób w dziesięć, tak, dziesięć różnych muzeów, każde wielkości małego stadionu.

Sierpień | Szanghaj

Siedziałem w poczekalni chińskiego centrum wizowego w Londynie trzymając w ręce numerek w kolejce. Czas wydawał się upływać wolniej niż zwykle i atmosfera łatwo skłaniała do refleksji. Właśnie mijał pierwszy miesiąc pracy w biurze Soomeen, a wraz z nim również umowa, którą zawarliśmy. Szło pomyślnie: w odpowiedzi na moje aplikacje otrzymałem zaproszenia na interview od trzech dużych, znanych firm w Londynie, które wyraziły “szczere zainteresowanie moją pracą”. Choć nie chciałem czytać ich słów wyłącznie jako eufemizmy, zaczynałem dostrzegać różnice między etykietą dużych i małych firm. Zresztą nie była to jedyna rzecz jakiej nauczyłem się w ostatnich trzech tygodniach z Soomeen. Nasz projekt, niezależnie od ostatecznych wyników jury otworzył mi oczy na możliwości architektury bardziej, niż którykolwiek, i choć nie jest łatwo mi się do tego przyznać, z moich samodzielnych projektów w szkole. Wiedziałem już, że przejście przez wysiłek ponownego rozesłania aplikacji po odrzuceniu z firmy Populous nie poszedł na marne i gdy już opuszczę firmę Soomeen będę miał o wiele większe szanse osiągnięcia sukcesu w tych dużych firmach.

Jednak wtedy stało się coś niespodziewanego. Soomeen powiedziała mi, że poza byciem dyrektorem swojej firmy, a wcześniej starszym architektem w firmie Zaha Hadid Architects, poza prowadzeniem swoich dwóch grup w dwóch najbardziej znanych szkołach w Londynie jest również dyrektorem programów zagranicznych, tak zwanych AA Visiting School w Szanghaju. Prawie każdy u nas w szkole o nich słyszał: AA VS (Visiting School) Barcelona, AA VS Frankfurt Rhein-Main, czy AA VS Wiedeń. Zwykle w kontekście “tych rzeczy które wyglądają niesamowicie na plakacie, dopóki nie spojrzysz na ich cenę”. Osoby, które decydowały się na skorzystanie z nich przywoziły ze sobą historie, w które wierzyliśmy lub nie, lecz zawsze patrzyliśmy jak osłupieni gdy w końcu zdjęcia z kursu opublikowane były w internetowych magazynach.

“Dobrze rozpracowana czasowo decyzja” – pomyślałem, gdy Soomeen złożyła mi tego dnia ofertę pojechania z nią do Szanghaju w roli asystenta. “Wszystko jest opłacone przez szkołę, lecz będziesz musiał przygotować swoją aplikację o wizę, i najlepiej zrobić to już teraz”. Proces wizowy do Chin dla obywteli Polski jest odrobinę droższy, lecz nie zajmuje o wiele więcej czasu. Tak naprawdę problemem, nie jest zdążenie z wizą przed wyjazdem, lecz sam wyjazd. Przez kolejne dziesięć dni powinienem przecież przygotowywać się w Londynie na zaproszenia na interview w innych firmach. Jeżeli teraz wyjadę prawdopodobnie nie przełożą mojego terminu na kolejne dwa tygodnie.

“W jaki sposób mógłbym pomóc w Szanghaju?” – zapytałem. “Studenci zawsze potrzebują pomocy z oprogramowaniem, lecz przede wszystkim będziesz miał okazję poznać dyrektorów znanych firm architektonicznych, wykładowców uczelni. W tym roku wszyscy się pojawią, z okazji dziesięciolecia programu i będą prowadzić wykłady codziennie”. Jeżeli to nie brzmi wystarczająco kusząco dowiedziałem się wkrótce, że dyrektorem firmy, był między innymi były szef Soomeen i obecnie jeden z najbogatszych i prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjnych architektów Patrik Schumacher. W tym momencie wybór stał się problematyczny. Z jednej strony aplikuję do firm, żeby nauczyć się roli architekta – ale przecież uczę się tego już tutaj. Żaden z mich kolegów nie dostałby oferty pojechania z dyrektorem firmy na konferencje, co dopiero otrzymania istotnej roli na miejscu. Problematyczny, nie było jednak dobrym określeniem, każdy wybór tak naprawdę pociąga za sobą problemy. Ten był po prostu szalony.

Wyczytano mój numer i oddałem paszport do okienka „SH”, po czym powiedziano mi, że będzie gotowy pod koniec przyszłego tygodnia. “Mam nadzieję, że brak znajomości chińskiego nie będzie dużym kłopotem” – pomyślałem optymistycznie.

Wrzesień | Nowe projekty, Dni Nauki w Gdańsku

W międzyczasie w Londynie Aleks i Mayank zaczynali pracę nad nowym projektem, który miał nam otworzyć drzwi do opublikowania możliwości technik, które testowaliśmy w biurze. Techniką, która poszła na pierwszy ogień była agregacja kopii prostych elementów w bardziej zaawansowane zbiory. Chociaż nie liczyliśmy, że zastosujemy ją już w projekcie budynku klient zażyczył od nas serię ławek, które “jeżeli okażą sie interesujące” mogą być rozbudowane w coś większego. Konstrukcja miała odbyć się w parku w centrum Seulu i miała poprzedzić ceremonię otwarcia nowego muzeum sztuki współczesnej.

Po powrocie z Szanghaju dowiedziałem się, że początek pracy szedł gładko i pierwsze koncepcyjne modele wyglądały bardzo obiecująco. Zaczęliśmy przygotowywać raport, a ja wyrenderowałem wizualizacje na tle dzielnicy Gaumszeon.

W tym samym czasie w Gdańsku miał rozpocząć się niebawem festiwal “Dni Nauki”, na którym po raz pierwszy miałem okazję poprowadzić wykłady o architekturze parametrycznej. Byłby to debiut, do którego przykładałem ogromną wagę. Niestety we wszystkich poprzednich latach nigdy nie mogłem przyjechać, a jedyna okazja, gdy miałem czas udzielić się w ich przygotowaniu, było tylko zaproszenie innego studenta na moje zastępstwo. “Mam nadzieję, że ludzie nie pomyślą, że idą na wykłady kogoś z Cambridge.” – pomyślałem, przypomniawszy sobie, że zaproszony student miał to samo imię co ja. Siedząc późno wieczorem w biurze i zbierałem materiały do prezentacji. “Ciężko byłoby i tak pomylić ten wykład z czymkolwiek innym.” – dodałem spoglądając na ekran komputera. Pierwszym tytułem prezentacji było “Projektowanie Parametryczne jako nowa dziedzina architektury”.

Musiałem skonsultować ten temat z Soomeen, licząc, że zainteresuję ją również jakąś częścią naszych działań w Stowarzyszenia Stypendystów Fahrenheita w Gdańsku. “Wygląda interesująco.” – odpowiedziała. “Czy wiesz, że w przyszłym tygodniu odbywa się konferencja moich kolegów pod podobnym tytułem?” Tak, w kolejnym tygodniu na londyńskim uniwersytecie Gilles Retsin przygotowywał konferencje pod podobnym tytułem, na którą przylatywali architekci z całego świata, w tym też Patrik Schumacher.

W międzyczasie projekt agregacji ławek dla muzeum sztuki zaczynał zataczać koło. Klient poprosił o trzecią wersję konstrukcji elementów, których ustawienie mieliśmy już dawno ustalone. Wszyscy wiedzieliśmy, że nie znamy możliwości lokalnych pracowników, nie wiemy jakie są rodzaje maszyn oraz czy jaka jest odległość od muzeum. Mogliśmy równie dobrze zgadywać nowy rodzaj konstrukcji i liczyć, że kolejną wersję klient przyjmie z większym entuzjazjmem.

Jednak jednego wrześniowego dnia wszystko zdało się samo ułożyć samo jak należy. Po powrocie z konferencji PACT późnym wieczorem zdążyłem dojechać na lotnisko Stansted, gdzie złapałem samolot do Gdańska. Dodając jeszcze najnowsze zdjęcia z konferencji udało mi się na pokładzie samolotu dokończyć prezentację i kolejnego dnia przedstawiłem wykład pod tytułem “Kombinatoryka i Architektura Parametryczna”. Na zakończenie paru dni pracy dostaliśmy też również wiadomość później, że projekt naszego projektu w biurze został oddany ostatecznie do konstrukcji.